Tylko u nas
02 września 2019

Tak, Tak, Pszczoła! Rozmowa z Martą Szczepaniak, założycielką si si bee

Kategoria: Z życia branży

Si Si Bee to mała manufaktura z Dolnego Śląska, która zajmuje się produkowaniem niszowych kosmetyków naturalnych. - Moje pierwsze próby opierały się przede wszystkim na surowcach pochodzących od pszczół. Krzyknęłam do siebie w głowie – Tak! Tak! Po prostu pszczoła! To ona powinna być moim symbolem, a że jestem zdeklarowaną kosmopolitką to polskie „Tak Tak Pszczoła” przerodziło się w włosko-hiszpańsko-angielskie si si bee. Od pszczoły zaczęła się moja szalona przygoda - mówi Marta Szczepaniak, założycielka si si bee.

Skąd wzięła się nazwa si si bee? Jakie ma znaczenie?

Nazwa marki nie przyszła mi do głowy od razu. Myślałam o niej na spacerach z psem, podczas jazdy samochodem, w trakcie gotowania obiadu. Oczywiście chciałam, aby była najpiękniejsza na świecie. Wypowiadałam na głos wymyślone nazwy, chciałam sprawdzić jak brzmią. Przecież nazwa marki powinna zostać z jej twórcą na zawsze. To odpowiedzialność i ciągła myśl, że ta wybrana jest beznadziejna, że będzie krytykowana, że nie jest ponadczasowa, że za chwilę mi się znudzi. Bardzo podobają mi się nazwy marki pochodzące od nazwisk – w moim przypadku byłoby to nieporozumienie. Resetując mój umysł przypomniałam sobie swoje początki w wytwarzaniu pierwszych maści. Zawsze był wosk pszczeli, czasem miód, pyłek, oliwa z oliwek. Moje pierwsze próby opierały się przede wszystkim na surowcach pochodzących od pszczół. Krzyknęłam do siebie w głowie – Tak! Tak! Po prostu pszczoła! To ona powinna być moim symbolem, a że jestem zdeklarowaną kosmopolitką to polskie „Tak Tak Pszczoła” przerodziło się w włosko-hiszpańsko-angielskie si si bee. Od pszczoły zaczęła się moja szalona przygoda, która po kilku latach przerodziła się w profesjonalną firmę.

Wasze logo jest proste, ale wymowne…

Logo jest autorskim pomysłem moim i mojego partnera. Zdaliśmy się na nasz projekt i prostą estetykę nawiązującą do moich początków, o których wspominałam, czyli surowców wytwarzanych dzięki pracy pszczół. Narysowaliśmy je odręcznie i przekazaliśmy rysunek grafikowi, który przygotował nam jego profesjonalną wersję. Nie chcieliśmy się niczym sugerować, nikogo nie podglądaliśmy
To było dla mnie jedyne wyjście ponieważ zdanie się na profesjonalistę w tym przypadku nie wypaliło. Nie zrozumieliśmy się. Okazało się, że mamy kompletnie inne wyczucie estetyki i gust. Jego trzy propozycje były jak rzut kulą w płot. Wpadłam w panikę i wtedy powstał nasz autorski rysunek.

Dla kogo dedykowane są Wasze kosmetyki?

Recepturując kosmetyki zawsze mam na uwadze osoby, które mają problem z suchą, odwodnioną, podrażnioną skórą. Taka przypadłość nie jest wyjątkowa i doskwiera osobom młodym i dojrzałym. Warunkują to np. geny, nasz wiek, alergie lub choroby – atopowe zapalenie skóry, egzemy, łuszczyca.

Dwadzieścia sześć lat temu postawiono mi diagnozę – łuszczyca. Moja mama od kilkunastu lat cierpi na przesuszenie skóry związane z zaburzeniami hormonalnymi. Dzieciom w rodzinie doskwierały przesuszenia i podrażnienia skóry. Dla mnie i dla nich powstawały pierwsze nieprofesjonalne produkty. Na sobie testowałam działanie poszczególnych surowców i efekty gotowych produktów, a oni mi je podbierali.

Gdzie powstają wasze produkty?

Receptury i pierwsze próby kosmetyków si si bee powstają w mojej małej pracowni. To jest pierwszy etap. Drugi etap to przekazanie mojej receptury do firmy, która posiada certyfikat GMP - certyfikat dobrych praktyk produkcji tj. certyfikowane laboratorium, profesjonalne mieszalniki, homogenizatory i całą linię produkcyjną do wyprodukowania profesjonalnych produktów kosmetycznych. Na tym etapie konsultujemy moją recepturę, wykonujemy badania, powstaje Raport Oceny Bezpieczeństwa dla produktu, a następnie wspólnie gromadzimy surowce i przechodzimy do produkcji.

Skąd pozyskujecie surowce do tworzenia kosmetyków?

No niestety, nie chodzimy po łąkach i nie zbieramy ziół, nie odwiedzamy znanych nam pasiek. Aby móc wykorzystać w kosmetykach samemu zebrane rośliny, móc wykorzystać ich napar czy hydrolat musielibyśmy go przebadać i stworzyć dla niego tzw. MSDS (Material Safety Data Sheet) tzw. Kartę Charakterystyki. Bez dokumentacji dla każdego użytego w recepturze surowca, nie moglibyśmy otrzymać Raportu Oceny Bezpieczeństwa naszego produktu.

Aby mieć pewność, że surowce spełniają wszystkie normy bezpieczeństwa, kupujemy je od certyfikowanych dostawców z Polski, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, którzy posiadają pełną dokumentację.

Posiadacie dużą wiedzę o składnikach, które wykorzystujecie…

Moja wiedza pochodzi z branżowej literatury, szkoleń i doświadczeń. Czytam, szperam, wyszukuję. Spędzam nad tym bardzo, bardzo dużo czasu. Czasami można oszaleć z nadmiaru informacji. Myślę, że to bolączka małych manufaktur. W dużych firmach są specjalne działy dedykowane takim zadaniom. My rzemieślnicy zazwyczaj robimy to sami.

Od czytania przechodzę to testów na sobie. Mam tak wymagającą skórę, że doskonale wyczuwam efekty formulacji. Zdarza się, że znajduję perełkę, a czasami jest klęska mimo wielkich obietnic producenta. Zdarza się, że strzałem w dziesiątkę jest całkiem nowy na rynku surowiec, a czasami to zapomniana, niemodna staroć, która czyni cuda.

Ochrona środowiska to temat nadrzędny ostatnich czasów. Prowadzicie jakieś działania związane z tym?

Pierwszym działaniem była decyzja o konfekcjonowaniu naszych produktów w szklanych słoikach, które po zużyciu kremu można wyrzucić do pojemnika ze szkłem lub po umyciu wykorzystać do przechowywania np. domowych przypraw. Do zastanowienia pozostawiam sobie jeszcze nakrętkę, która wytworzona jest w 60% z papieru, 30% z plastiku i 10% z drewna.

Kolejnym jest reguła zero marnotrawstwa. Kupujemy tylko tyle surowców ile nam potrzeba. Czasami minima zakupowe są ogromne. Dla małych manufaktur takie ilości mogą być najzwyczajniej marnowaniem dobrego surowca. Wtedy negocjujemy, przekonujemy dostawców, że nie możemy sobie na to pozwolić ze względów logistycznych, że istniej ryzyko przeterminowania. Zazwyczaj nam się udaje, choć musimy często ponosić wyższe koszty.

Innym naszym działaniem jest podjęcie współpracy z firmą Mokosh, która stworzyła projekt #ziemiatodom, w ramach którego dowolne firmy mogą zgłaszać swój udział w sprzątaniu zaśmieconych miejsc w swojej bliższej lub dalszej okolicy. W ramach tego projektu z si si bee posprzątaliśmy już jedno miejsce. Mamy w planach następne. To jest super sprawa.

Jakie plany na przyszłość?

Nasze plany na przyszłość są na jednej głowie – mojej. Jest oczywiście ogromna od pomysłów, ale musimy liczyć siły na zamiary. Ale w ramach tych pomysłów już jesienią trzy z nich się zmaterializują. To niespodzianka. Będzie oczywiście coś dla ciała i coś dla lepszego samopoczucia.

Dokąd będzie zmierzał polski rynek kosmetyczny?

Hmm…Nie ma odwrotu od wielkich sieci drogeryjnych, od rozbudowywania się i tak już dużych znanych marek kosmetycznych. Jednak bardzo, bardzo chciałabym, aby polski konsument nieustannie rozwijał swoją świadomość co do istnienia i nieustannego powstawania małych manufaktur kosmetycznych, które tworzą wspaniałe produkty na małą skalę. My naprawdę jesteśmy na rynku, ale często od poszukiwań, dociekliwości i otwartości naszych klientów zależy to, czy nas odnajdą ponieważ nie mamy ogromnego zaplecza marketingowego i często nie mamy możliwości sami do nich dotrzeć na szeroką skalę. Jesteśmy aktywni w naszych mediach społecznościowych, jeździmy na targi przeznaczone dla takich wytwórców i z całych sił chcemy dać się poznać małym sklepom.

Natomiast do nas, małych producentów niezmiennie należy wytwarzanie skutecznych i najwyższej jakości produktów, propagowanie mądrej filozofii ekologicznej, pokazywanie kto i dlaczego stoi za daną marką, utrzymywanie bezpośredniego kontaktu z klientem jeśli tego sobie życzy oraz spełnianie wszystkich wymogów formalnych, aby nasi klienci czuli się bezpieczni. Wierzę, że wtedy i duże, znane marki i małe, nieznane jeszcze manufaktury znajdą dla siebie miejsce na rynku, a nasz klient będzie mógł dokonać świadomego wyboru. Niech rynek zmierza do równowagi, równowaga jest najlepsza.

fot. si si bee
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ